Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/23

Ta strona została przepisana.

powiedzieć. Czy miałby może zauważyć, iż pogoda była, jak na tę porę roku, nieco za zimna?
Spojrzał znowu w górę, jak gdyby w celu wymierzenia tego pierwszego strzału.
— Pogoda... — zaczął.
— Czemu pan nie kończy i nie idzie sobie? — rzekła sztywna postać, wyraźnie w stanie ledwie powściąganego gniewu. — Wszystko, co pan ma zrobić, to utwierdzić wskazówkę godzinową na jej osi. Pan poprostu urządza jakieś sztuczki.
— Oczywiście, panie, w minutę będę gotów. Prześlepiłem...
Pan Henfrey skończył robotę i wyszedł.
Ale wyszedł z uczuciem nadzwyczajnego udręczenia.
— Niech licho porwie! — bąknął sam do siebie, brnąc przez świeżo spadły śnieg ku wsi — człowiek musi zabawiać się niekiedy naprawianiem zegarów.
Potem znowu ciągnął dalej:
— Czyż nie wolno człowiekowi spojrzeć na ciebie? Szkaradny! Widać, że nie. Gdyby nawet policya szukała cię, nie mógłbyś być bardziej obandażowany i otulony.
W zaułku Gleesona, Henfrey spotkał Halla, który świeżo poślubił gospodynię dziwnego przybysza i czasami trudnił się przewożeniem podróżnych do przystanku Sidderbridge, jeżeli kto tego zażądał; teraz właśnie wracał do domu. Hall widać zatrzymywał się na chwilę w Sidderbridge, co można było wnioskować ze sposobu jego powożenia.
— Jak się masz, Teddy? — zawołał, mijając go.