Strona:PL Wergilego Eneida.djvu/280

Ta strona została przepisana.

Otóż powrót i tryumf i ufność jedyna!
Lecz nie myśl byś ran wstydnych na synu oglądał,
Lub byś widząc że żyje, sam umrzeć zażądał.
Przebóg! jakie przedmurze auzońskiej krainie
I jakie wsparcie, Julu, z nim dla ciebie ginie!
Gdy wraz z tymi utyski wylał łez potoki,
Opłakane młodzieńca kazał podnieść zwłoki.
Tysiąc mężów wśród wojska wybranych posyła,
By mu się cześć ostatnia przez nich wyrządziła,
By łzy ojca dzielili: ulga nader mała
W takim żalu, lecz ta się ojcu należała.
Natychmiast robią mary z giętkiej rokiciny,
Z gałęzi drzew obciętych, z odrostków dębiny,
A gdy smutnemu łożu cienia liść udzieli,
Kładą zwłoki młodzieńca na twardej pościeli.
Takim był jak fiołek, lub hiacynt omdlały,
W chwili, kiedy go palce dziewicy zerwały:
Jeszcze on swoim blaskiem, jeszcze kształtem dziwi,
Lecz go już matka ziemia w siły nie zażywi.
Wtem Enej własną ręką dwie wynosi szaty,
Na których razem z złotem błyszczały szkarłaty;
Te rąk własnych Dydony sprawiła robota,
A szwy wszystkie odznacza cienka nić ze złota.
Jedną ku czci ostatniej na młodzieńca wdziewa,
Drugą mające spłonąć włosy mu okrywa;
Każe nieść za nim łupy w bitwach pozyskane,
Łączy broń z nieprzyjaciół i konie zabrane;
Jeńcom wiąże wtył ręce i ojcu przesyła,
By ich krew ku czci cieniom stos syna skropiła,
A pnie, na których z wodzów broń jest zawieszona
Każe nieść im, wyrywszy w drzewie ich imiona.
Wleką obarczonego Aceta latami;
Wrażał on w twarz paznogcie, tłuki piersi pięściami,