Strona:PL Wyspiański - Akropolis.djvu/140

Ta strona została przepisana.
RACHEL

Gdy patrzyłam ku polom i skałom,
ku słońcu przez kierz topoli,
gdzie ptacy trzęśli śpiewem gałęzie,
cale rannym oddani chorałom, —
a pasterze stada wodzą po roli,
flety wiążąc w rzemienne uwięzie,
pieśń wodzą ku bożym chwałom,
upatrywałam, czyli
przybysz się zjawi z tej strony
i wołaniem zawoła mnie żony,
gdy się słońcu gałązki rozdzielą.

JAKÓB

Rachelo!

RACHEL

Panie mój z woli.

JAKÓB

Rachelo, — Rachelo, — Rachelo.

LABAN
(w otoczeniu niewiast i mężów wyszedł z podwojów katedry i przystanął na progu).
JAKÓB
(podchodzi i chyta jego bioder)
LABAN
(ujmuje jego bioder)
JAKÓB
(powstaje)