Strona:PL X de Montépin Lekarz obłąkanych.djvu/278

Ta strona została skorygowana.

— Pan Delariviére wybuchnął płaczem i zakrył twarz rękami. Doktor dał znak infirmerce, a ta wzięła chorą pod rękę. Podniosła się posłuszna, poszła za swoją przewodniczką, nie obróciwszy głowy ani raz jeden.
O! lepiej się oddalić! — wykrzyknął starzec — lepiej jej nie widzieć wcale, aniżeli patrzeć na to.
— Postęp od trzech dni jest jednakże bardzo znaczny — odezwał się Rittner. — Po powrocie pańskim z Ameryki, jeżeli nie nastąpią jakie nieprzewidziane komplikacje, będzie jeszcze lepiej.
— Oby Pan Bóg cię wysłuchał, doktorze, ja nie śmiem się jednakże spodziewać.
Nadeszła chwila rozstania. Edma z sercem wezbranem, z oczami łez pełnemi, czuła wzrastające czarne przeczucia. Ojciec i córka rzewnie płakali, jedno w objęciu drugiego. Zamienili ostatnie smutne słowa pożegnania i bankier, pociągnięty przez Fabrycjusza, opuścił ten dom, w którym pozostawiał wszystko, co miał najdroższego na ziemi.
O szóstej minut pięć wuj i siostrzeniec wsiadali do wagonu, o północy byli w Hawrze, gdzie pan Delariviére podniósł nazajutrz miljon dwakroć sto tysięcy franków w przekazach na dom Rothschilda, a następnego dnia wsiedli na parowiec Albatros, który miał ich zawieść do Nowego Jorku.

KONIEC TOMU PIERWSZEGO.