Strona:PL X de Montépin Lekarz obłąkanych.djvu/28

Ta strona została skorygowana.
ROZDZIAŁ VI.

Młoda kobieta leżała nieruchoma, ale oddech miała już zupełnie spokojny i całkiem regularny.
Bladość z twarzy jej szybko ustępowała.
Grzegorz Vernier ujął puls chorej.
— Gorączka się zmniejsza i wkrótce zniknie zupełnie, dzięki pokrzepiającemu uśpieniu, jakie spowodowało lekarstwo. Sen ten trwać będzie trzy albo cztery jeszcze godziny, poczem pani, po przebudzeniu czuć się będzie prawie zupełnie zdrową.
Bankier uściskał serdecznie ręce doktore.
Na twarz Joanny zaczęły występować kolory. Łagodna jej piękność i młodość wracały.
Co minutę większe podobieństwo, pomyślał Grzegorz Vernier, wpatrując się w Joannę. Zdaje mi się, że widzę starszą siostrę mojej ukochanej.
Pan Delariviére pochylił się nad uśpioną małżonką i złożył przeciągły na jej czole pocałunek. Gwałtowna w nim nastąpiła przemiana. Prawie odmłodniał, patrząc na powracającą do życia ukochaną żoneczkę...
Róża przyszła zawiadomić, że śniadanie podane.
Doktor zamknął okno, zapuścił rolety, ażeby w pokoju było znowu na pół ciemno, i wyszedł z bankierem.
Do śniadania nakryto im nie w wielkiej sali jadalnej hotelu, ale w małym pokoiku, którego okna wychodziły na ogród. Klomby kwiatów napełniały atmosferę silnym zapachem. Ptaszki słonkiem rozradowane wyśpiewywały zawzięcie. Stół zastawiony z pewną elegancją mile wpadał w oczy. Bielizna śnieżnej białości, rznięte kryształy i staroświeckie srebra czyniły honor domowi.
Róża w jasnej sukience, białym fartuszku, w malenkim czepeczku na czarnych włosach i z serwetką w ręku, sprawdzała, czy czego nie braknie w nakryciu.
Pan Delariviére uspokojony przez doktora i pełen w jego wiedzę ufności, odzyskał swój zwykły humor i z wesołą prawie twarzą towarzyszył swojemu gościowi.