Strona:PL X de Montépin Lekarz obłąkanych.djvu/329

Ta strona została skorygowana.

— Tak jest, proszę pana, ale pomimo całej swej gorliwości, sprawiedliość nie jest przecie nieomylną!... Dała się uwieść pozorom, które ja uznaję za stanowczo fałszywe; zaniedbała szczegółów, z których według mego przekonania można było wykrzesać prawdę.
— Dlaczego pani podczas sprawy, kiedy czas był na to jeszcze, nie zwróciła uwagi ministrowi sprawiedliwości?
— Potrzeba było znać te szczegóły, a ja nic o nich nie wiedziałam wtedy... Zresztą byłam wówczas tak zrozpaczoną, że nie mogłam się zastanowić nad niczem.
— Rozumiem to. Dzisiaj jednak może mi pani śmiało wyjawić fakta, do których pani czyni aluzję...
— Doktor Vernier wytłómaczy panu wszystko.
Grzegorz zabrał głos i wypowiedział uwagi, poczynione przez pannę Baltus i przez niego samego tak co do sfałszowanego czeku, jak i co do rewolweru, broni zbytkownej i dosyć znacznej wartości, którego nie mógł posiadać taki jak skazaniec włóczęga. I w krótkości wytłómaczył, w jaki sposób panna Baltus działać zamierzała.
— Rzeczywiście, proszę pana, to wszystko jest bardzo przerażające! I pan myślisz uleczyć tę kobietę, o której mi wspomniałeś?
— Zapewniam pana, że będzie zdrową...
— Czy moja pomoc może być państwu potrzebną?
— Byłaby nam napewno bardzo drogocenną, ale wolimy na teraz działać o własnych siłach i przyjąć na siebie odpowiedzialność za niepowodzenia.
— Niech i tak będzie! ale pamiętajcie państwo, że na każde wezwanie gotów jestem służyć.
— Dziękujemy panu — odrzekł Grzegorz.

ROZDZIAŁ XI.

Po tej rozmowie prokurator skreślił kilka słów na urzędowym arkuszu papieru i podał go Pauli.
— Za okazaniem tego wydadzą pani w kancelarji trybunału żądany przez panią rewolwer...
Paula wzięła papier i podziękowała wzruszonym głosem.