Strona:PL X de Montépin Lekarz obłąkanych.djvu/440

Ta strona została skorygowana.

— Nie — odrzekł doktor, potrząsając głową — panna Delativiére nie jest wcale warjatką...
— Ani nie jest chorą?
— Chciałbym państwa pocieszyć, ale nie mogę... Panna Edma jest chorą, bardzo chorą.
— Niebezpiecznie?
— Obawiam się o to...
Grzegorz drżał na całem ciele, a łzy spływały mu po policzkach. Patrząc na zmienioną jego fizjognomję, można było myśleć, że w tem schronieniu obłąkanych, on sam obłąkał się także. Paula niemniej była wzruszoną. Młody człowiek ujął Rittnera pod rękę.
— Gdzie ona? — zapytał.
— W jednym z pawilonów w ogrodzie.
— Prowadź nas pan do niej w tej chwili.
— Ostrożnie kolego! To co zamierzasz uczynić jest bardzo nieroztropnem...
Dlaczego?
— Panna Delariviére jest tak osłabioną, że silne wstrząśnienie może ją zabić w ten moment.
Grzegorz pobladł jak chusta.
— Zabić! — powtórzył. — Ale co to za choroba.
— Podejrzywam chorobę serca.
— Nie, radość nie zabija! — rzekł stanowczo. — Nasza obecność będzie dla Edmy życiem, nie śmiercią. Chodźmy.
— Skoro pan sobie życzy...
— Chcę tego... biorę za wszystko odpowiedzialność...
— To chodźmy...
Rittner wyszedł z zabudowania warjatek. Paula i Grzegorz udali się za nim, jak również doktor pomocnik.
Weszli do pawilonu. Przy drzwiach mieszkania Edmy Grzegorz zmuszony był się zatrzymać. Krew uderzyła mu do głowy i doznał zawrotu. Zaćmiło mu się w oczach i zatoczył się jak pijany. Paula po bratersku ujęła go za ręce i powiedziała pocichutku:
— Odwagi! Pan Bóg opiekuje się nami.. Edma jest tutaj... i odnaleźliśmy Joannę...