Strona:PL X de Montépin Lekarz obłąkanych.djvu/67

Ta strona została skorygowana.

Rękami poruszała w powietrzu, jak gdyby odpychała jakieś złowrogie widziadła, a wielkie łzy spadały jedna za drugą z powiek w chwili, kiedy pan Delariviére przestępował próg pokoju.
Zdziwiony i niezapokojony tym niespodzianym symptomatem rzucił się do łóżka, chwycił ręce młodej kobiety i ściskając je w swoich, zawołał:
— Joanno... kochaną Joanno... zbudź się...
Pani Delariviére otworzyła zaraz oczy. Łagodna jej śliczna twarzyczka przybrała zwykły swój wyraz i szepnęła tylko:
— Dzięki Bogu, że to był sen tylko!

ROZDZIAŁ XVII.

Niektóre słowa zamienione pomiędzy panem Delarivére a jego towarzyszką w wagonie kolei żelaznej i w pokoju hotelu pod „Wielkim Jeleniem* zbudziły zapewne podejrzenie w naszych czytelnikach, że w życiu tych dwojga, ważnych w naszem opowiadaniu osób, była jakaś strona tajemnicza.
Winniśmy dać w tym względzie pewne wyjaśnienie i uczynimy to w krótkości. Ta, którą bankier nazywał swoją żoną nie była jego pierwszą żoną. Przed dwudziestu dwoma laty, Maurycy Delariviére, współwłaściciel domu bankierskiego w Paryżu, posiadający w owej epoce około pół miljona majątku, zakochał się w młodej dziewczynie zupełnie ubogiej, ale nadzwyczajnej piękności i zaślubił ją, zapisawszy jej w intercyzie sto pięćdziesiąt tysięcy franków, którymi mogła rozporządzać dowolnie.
Wybór pana Delariviére był fatalnym. Młoda dziewczyna, której dał swoje nazwisko, ukrywała pod anielskiemi pozorami jak najgorsze instynkta i opłakane zachcianki. Wreszcie uciekła od męża, zabrawszy swój posag w ilości sto pięćdziesiąt tysięcy franków. Pan Delariviére nie dowiadywał się wcale, co się z nią stało ale pozostał bardzo smutny z tą pewnością, że ta fatalna przeszłość rozciągnie czarną zasłonę na jego całą przyszłość. Zrozpaczony tem nieszczęściem przeniósł się do Ameryki, gdzie założył w New-Yorku