Strona:PL X de Montépin Lekarz obłąkanych.djvu/675

Ta strona została skorygowana.

W sposób bardzo prosty — odrzekł młody doktor. — Jutro rano zaraz zawiadomię komisarza policji, a on spisze protokół o usiłowaniu otrucia, którego byliśmy świadkami i odda sprawę do sądu. Co do innych zbrodni, uporządkuję zeznanie dzielnego Klaudjusza Marteau i dołączę do skargi dowody, jakie tenże posiada...

ROZDZIAŁ XXVIII.

Podczas kiedy Grzegorz Vernier i sławny uczony rozmawiali ze sobą, panna Baltus zupełnie już przyszła do siebie i odzyskała krew zimną.
— Teraz — powiedziała — potrzeba koniecznie, aby Joanna wyzdrowiała! Bo niedostatecznie jest, aby morderca zapłacił głową dług sprawiedliwości ludzkiej. Potrzeba koniecznie, aby pamięć niewinnego została oczyszczoną, a do tego trzeba wiedzieć jego nazwisko.
— Uzdrowimy panią Delariviére odpowiedział młody doktor — i dowiedziemy, że Piotr, skazaniec z Melun był ofiarą, a nie winowajcą.
— I zrobiwszy to, spełnimy święty obowiązek — dorzucił stary uczony. — Skazaniec z Melun pozostawił po sobie rodzinę i trzeba nam będzie zaopiekować się nią koniecznie, jak tylko można najspieszniej, spróbujemy sposobu, jaki Grzegorz postanowił zastosować względem Joanny.
— Zapewne, kochany profesorze — odpowiedział Grzegorz, ale kto wie, kiedy to nastąpi.
— Jakto? — zapytał doktor V... — toż zapadł przecie świeżo jakiś wyrok, na śmierć skazujący.
— Zmieniono go na karę ciężkich robót dożywotnich.
— Tem lepiej! wykrzyknęła panna Baltus z dzikim akcentem w głosie, z ponurą błyskawicą w oczach. — Sprawiedliwość to boska zrządziła! Czekać będziemy na dzień egzekucji Fabrycjusza Leclére, a Joanna, patrząc na spadającą głowę mordercy mojego brata, odzyska rozum.
Obaj doktorzy spojrzeli na siebie znacząco. Taka gwałtowna nienawiść, po tak wyegzaltowanej miłości, zdziwiła ich i przeraziła prawie.