Strona:PL X de Montépin Lekarz obłąkanych.djvu/725

Ta strona została skorygowana.

— Mam. Domyślałem się, że będzie potrzebny. Oto jest... Zobacz, jakie pociągi przechodzą tej nocy przez Melun ku Szwajcarji?
— Więc do Szwajcarji się udajemy, proszę pana?
— Prawdopodobnie. Zobacz prędko.
Podczas kiedy kamerdyner przerzucał rozkład jazdy, Fabrycjusz nalał sobie drugą pełną szklankę koniaku i znowu wypił ją do dna.
Znalazłem. proszę pana... odezwał się Laurent.
— A więc?...
— Nie mamy wyboru... przychodzi jeden tylko pociąg.
— O której?...
— O dwunastej, minut czterdzieści dwie.
— Mam dwie godziny przed sobą... to tyle, co mi potrzeba.
Fabrycjusz wyjął z kasetki resztę biletów bankowych i podał je kamerdynerowi.
— Dołóż to do pieniędzy, jakie posiadasz — dodał — i bądź o północy na stacji Melun. Ja tam przyjadę do ciebie.
— Czy pan nie tutaj czekać będzie chwili wyjazdu? — zapytał z pewnem wahaniem Laurent.
— Nie — odpowiedział Leclére głosem ponurym. Muszę złożyć jednę wizytę przed wyjazdem.
— Wizytę?... powtórzył zdumiony Laurent — wizytę o tej godzinie!...
— Tak.
— Panie, cóż za nieostrożność!...
— Nie pytam ci się o radę... Masz broń jaką przy sobie?...
— Mam, proszę pana.
— Jaką?
— Rewolwer i sztylet.
— Dawaj sztylet.
— Ależ... panie...
— Dawaj prędko, do wszystkich djabłów!