Strona:PL X de Montépin Lekarz obłąkanych.djvu/739

Ta strona została skorygowana.

Gdy ukończono to czytanie, rozpoczęło się badanie. Wszystkie słabostki Fabrycjusza Leclére od najwcześniejszej jego młodości, na jaw wydobyto.
Prokuratorowi bardzo chodziło o wykazanie, że Leclére przez rozrzutność, przez życie rozwiązłe w całem znaczeniu tego wyrazu, przez próżniactwo nareszcie, doszedł do nieuniknionej w takim razie zbrodni.
O piątej po południu prezydujący zawiesił posiedzenie i odłożył takowe na dzień następny.
Jednem słowem, sprawa w pierwszym dniu ani na krok nie postąpiła i wszyscy liczyli na wielką na dzień następny sensację.

ROZDZIAŁ XIV.

Nazajutrz ta sama ciżba, ta sama ciekawość, ten sam tłum kobiet, z których jedne w toaletach krzyczących, inne w strojach czarnych, powłóczystych, przysłonięte gęstymi woalami, wachlowały się wachlarzami, ze srebrnymi lub stalowymi guziczkami i przykładały do różowych nosków kryształowe flakoniki, napełnione perfumami, szczęśliwe, że obecne są przy sądzeniu mordercy, wyjątkowego mordercy, którego tyle razy spotykały na bulwarach, albo po lewej stronie jeziora, ubranego podług ostatniej mody, jeżdzącego na rasowym koniu, albo powożącego pysznie zaprzężonym faetonem.
Podobne emocje rzadko się zdarzają i dlatego są nieocenione. Rozpoczęto badania.
Toczyły się one na faktach, dobrze nam już znanych, dla tego też powtarzać będziemy tylko najwybitniejsze. Przystąpiono do pierwszej zbrodni, wymienionej w akcie oskarżenia, o skomplikowane fałszerstwo i użytek z fałszywych dowodów.
— Oskarżony Leclére — zapytał prezydujący — jakim sposobem znalazłeś się w posiadaniu czeku z podpisem pana Fryderyka Baltus?
Fabrycjusz, mogący zaledwo utrzymać się na nogach i jak się zdawało bliski omdlenia, wyszeptał kilka słów niewyraźnych.