Strona:PL X de Montépin Lekarz obłąkanych.djvu/744

Ta strona została skorygowana.

Oskarżony podpisał to w obecności kilku świadków, w willi Baltus, tej nocy, kiedy uciekł z więzienia i usiłował zamordować pannę Baltus, tak jak zamordował był jej brata.
Posłyszawszy te słowa, tłum się poruszył i zaczął hałasować.
— Jeżeli się natychmiast nie uciszycie, każę opróżnić salę! — odezwał się surowo przewodniczący.

ROZDZIAŁ XV.

Groźba poskutkowała w jednej chwili...
Mężczyźni się uciszyli, kobiety oddech wstrzymały w piersiach.
Nie podobna było zaprzeczyć prawdzie, nie podobna było zarzucać fałszu podpisowi Fabrycjusza.
Opłakana pomyłka sądowa została wyjaśnioną. Pewność ta zanadto biła w oczy. Prokurator tak samo nie mógł już mieć żadnej wątpliwości.
— Oskarżony - odezwał się przewodniczący — wytłomacz nam, jakim sposobem pugilares i pieniądze pana Baltusa znalazły się w rękach nieszczęśliwego, który nie będąc twoim wspólnikiem, zapłacił głową za zbrodnię, przez ciebie popełnioną.
Fabrycjusz powstał.
— Powiem wszystko... wszystko... Skazujcie mnie, posyłajcie mnie na szafot, ale oszczędźcie mi tych tortur nieskończonych... Szafot... żądam szafotu... Męczarnie, jakie doświadczam, przechodzą moje siły.
— Skrócenie to od ciebie tylko zależy, mów, co masz do powiedzenia.
— Człowiek stracony był zupełnie niewinnym... Ja mu dałem ten pugilares i pieniądze.
— Znałeś go więc?...
— Nie... Widziałem go tylko raz jeden.
— Kiedy i w jakich okolicznościach?
— Spełniwszy morderstwo, przepłynęłem znowu Sekwanę i powracałem tą samą drogą do Melun... Na ścieżce w lasku Seineport spotkałem kogoś, co zastąpił mi drogę... Wziąłem