Strona:PL Zieliński Gustaw - Poezye, tom II.pdf/305

Ta strona została przepisana.


W auł wracają wypasione stada,
I za gromadą, ciągnie się gromada,
Niosąc wymiona wypełnione mlekiem;
I brzmi powietrze pastuchów okrzykiem,
Psów naszczekaniem — krów głębokim rykiem,
Przeciągłem owiec tysiąca beczeniem,
I kłusujących dojnych klaczy rżeniem;
Tak, że źrebięta trzymane śród klatek,
Gdy głos posłyszą wracających matek,
Rwą swoje pęta... łamią opór wszelki,
Rżąc — każde pędzi do swej karmicielki.
A nad tę wrzawę i w zgiełk zlane głosy,
Wybija w górę dźwięczna pieśń pastusza,
I czystą nutą uderza w niebiosy.
Tak orzeł — kiedy unosi się w słońce,[1]
Gromady ptastwa u stóp wirujące,
Jednym swym krzykiem — gromi i zagłusza.

9.

W aule coraz głośniejsze wre życie...
Tylu stad na raz i ludzi przybycie,
Wrzawa się wzmaga i rośnie i szerzy,
Oprzętem zwierząt zajętych pasterzy,
Krzątaniem niewiast około wieczerzy;
I brzmią po jurtach gęśli skoczne tony,
To je ryk przerwie, to znów śmiech szalony,
Tak, że w noc późną, ciągły zgiełk się słyszy; —
Aż sen się spuści i wszystko uciszy.

  1. Tak orzeł — kiedy unosi się w słońce

    Porównanie o orle jest wzięte z natury — kilka razy zdarzyło mi się widzieć na stepach, wielkiego orła, jak spuściwszy się z powietrznych wyżyn, usiadł na ziemi. — W tej chwili, nie wiedzieć skąd, zebrała się gromada, wron,kawek, srok, gawronów, wróbli i innego ptastwa, i obsiadła orła na około, wprawdzie w dosyć przyzwoitem oddaleniu, — gromada ta ruszała się, chodziła, podskakiwała: kracząc, sczebiocząc, nigdy jednak zanadto się nie przybliżając. Orzeł siedział spokojnie, przypatrując się tym ewolucyom ptaszej gawiedzi; — jeżeli podleciał i przesiadł się na inne miejsce, cała gromada pociągnęła za nim, aby go znów otoczyć jak poprzednio; dopiero gdy lot obrał w wyższe powietrzne przestrzenie, gromada ptaków odprowadziwszy go do pewnej wysokości, powracała na ziemię i rozpierzchała się tak bez śladu, jak niewiadomo skąd się poprzednio zebrała.