Strona:PL Zieliński Gustaw - Poezye, tom II.pdf/308

Ta strona została przepisana.


Z każdego, trysły dyamentów fontanny
W krąg otoczone deszczem rubinowym;
I chwilę trwało to złudne widziadło,
Aż znów przygasło, — a kiedy już zbladło,
Cień się od światła półkolem odgrodził,
I tak się zdało — że z tamtąd dzień wschodził.

3.

Przybyły, jeźdźca powitał ukłonem
I tak przemówił doń — poważnym tonem:
„Miłość, bogactwo, — są to dary cenne,
Ale nie trwałe — bo łatwo odmienne...
Czas... ludzie... zresztą wypadków zawiłość,
Pochwycą skarby i ostudzą miłość.
Ja, żądzom twoim radbym dać ostrogi,
Na podnioślejsze, myśl skierować drogi;
Brak pragnień — zwykle niemoc ducha zdradza;
Cel, jaki radbym ci wskazać — jest władza.
Ale tę władzę, jak każdy dar nieba,
Ażeby posiąść — zdobyć ją potrzeba.

4.

Jak gwiazdy gasną na niebios błękicie,
Tak i na ziemi, im świetniejsze życie,
Tem większa ciemność — kiedy mąż zasługi
Składa w grób żywot i plenny i długi.
Tak — dogorywa Han na swej stolicy...
Licznie zebrani rodów naczelnicy,
Śród ciągłych kłótni, zbrojną ręką radzą,