Strona:PL Zofia Rogoszówna - Dzieci pana majstra.djvu/112

Ta strona została uwierzytelniona.

Bladość wróżki twarz okryła,
bo uczuła z nagłem drżeniem,
że cudowna czarów siła
opuściła ją z pierścieniem.

Co to będzie?! Wielki Boże!
Wszak maleństwo to niewinne
tysiąc nieszczęść ściągnąć może
przez zachcenia swe dziecinne.

Cud-królewna płaczu bliska
na pierścionek z trwogą patrzy
i w ramionach Butkę ściska,
coś jej szepce, coś tłumaczy,

i namówić chce koniecznie,
by wracała z nią do sali,
bo tam będzie jej bezpiecznie
wśród marmurów i korali.

Wreszcie zbladłe chyląc lica,
o pierścionek szeptem prosi
ale mała swawolnica
tylko śmiechem się zanosi.