Strona:PL Zofia Rogoszówna - Dzieci pana majstra.djvu/141

Ta strona została uwierzytelniona.

Znów niepokój matkę ściśnie;
smutnie patrzy na Sobótkę:
— Czyżby mała lekkomyślnie
skradła komu tę błyskotkę?

Boże drogi! Boże miły,
co te smyki nabroiły!

Zwolna pierścień drżącą dłonią
ściąga — kładzie pod obrazem,
gdzie Padewski się Antonio
chyli, z dobrych ócz wyrazem.

Lecz gdy wraca od łóżeczka,
w którem szósta śpi świneczka,
raptem oczy słoni ręką,
bo ujrzała przez okienko,

że ptak jakiś w pierścień wlepia
dwa świecące, krągłe ślepia.

Szybko, krzyża czyniąc znaki,
zatrzaskuje okiennicę;
mary to? czy wilkołaki?
wszędzie dziwy, tajemnice...