Strona:PL Zofia Rogoszówna - Pomyłka jastrzębia.djvu/32

Ta strona została uwierzytelniona.
III.


Dziwnego uczucia doznawał Imci pan Jastrząb, herbu Ostry Pazur, kiedy odniósłszy małe „siostrzeniczki“ do gniazda i pożegnawszy się z nimi jeszcze czulej, niż z wesołymi „siostrzankami“, powędrował dalej. Po raz pierwszy życie jego wydało mu się puste i bezcelowe... I sam nie wiedział, kiedy zrodziło się w nim postanowienie, pozostania na zawsze w Dolinie Trzech Dębów i chronienia dziatek krewniaczki przed napaściami rozlicznych wrogów. Prawdę mówiła jejmość Sowa, że kto z nimi godzinkę spędzi, serca już od nich nie oderwie.
Tak dumał stary Jastrząb, a że słońce przypiekało silnie, schronił się pod koronę rozłożystego dębu i kołpak złożył na ziemi. Wielka blizna znacząca cały wierzch jego głowy, błysnęła w całej okazałości.
Naraz, coś zaszurpotało w górze i jakiś chrapliwy głos zaskrzeczał:
— Patrz! Patrz! Patrz!