Strona:PL Zola - Doktór Pascal.djvu/291

Ta strona została przepisana.

Przedewszystkiem atoli niesłychane oburzenie ujawniała stara pani Rougon. Dowiedziawszy się, że małżeństwo Klotyldy z doktorem Ramond zerwane, przestała odwiedzać syna. Cóż to, żartują z niej sobie i nie wypełniają ani jednego z jej życzeń!
Następnie, kiedy już sporo czasu upłynęło od chwili zerwania, a ona jeszcze nic, a nic nie mogła się dorozumieć z owych min niby to rozczulających, z owych ubolewań, półgębkiem wobec niej wypowiadanych, z owych przelotnych uśmieszków, jakiemi witali ją znajomi wszędzie i zawsze, — nagle, niemal brutalnie, niby uderzenie maczugą w czaszkę, dowiedziała się o wszystkiem. I to musiało spotkać właśnie ją, która od chwili choroby Pascala, tego hultaja, żyła w ciągłej trwodze i dumie zarazem, ją, która robiła wszelkie wysiłki, aby nie dostać się na języki całego miasta.
Tym razem było atoli gorzej; skandal nabrał już szalonego rozgłosu; była to przygoda bardzo tłusta i pieprzna, którą ludzie z namiętnością śledzili!
Ponownie więc legenda o Rougonach znalazła się w niebezpieczeństwie; jej syn nieszczęsny stanowczo nic innego nie umiał, tylko robił wszystko, co mogło zniszczyć sławę rodziny, sławę, którą zdobyć — nie przyszło łatwo. Ona więc, dobrowolna strażniczka tej sławy, zdecydowana podpierać i podtrzymywać legendę ową wszelkiemi możliwemi sposobami, uniesiona teraz gniewem straszliwym, szybko nałożyła kapelusz na włosy siwe i z żywością młodzieńczą pobiegła do Soulejady, mimo swych osiemdziesięciu lat.