Strona:PL Zola - Doktór Pascal.djvu/80

Ta strona została przepisana.

Lafouasse’a, moglibyśmy wpaść do la Séguiranne, aby zobaczyć Zofię u ciotki. Sprawiłoby mi to wielką przyjemność.
Ponieważ ta miejscowość leżała w odległości zaledwie trzech kilometrów, przeto podczas takiej cudnej pogody był to prześliczny spacer. Klotylda zaś zgodziła się ochoczo, już nie bocząc się i nie opierając, przeciwnie czując się szczęśliwą u jego boku.
Było to zapewne koło piątej; słońce rzucając skośne promienie, zlewało na całą okolicę potop olbrzymi roztopionego złota. Zrazu przecież wyszedłszy z Plassans, musieli przechodzić przez skraj płaszczyzny pustej, odsłoniętej, a zeschłej po prawym brzegu Viorne’y. Kanał świeżo przekopywany, którego wody miały użyźnić, oraz przekształcić kiedyś ów kraj, umierający z pragnienia, jeszcze nie przebiegał przez tę część okolicy, to też ziemia czerwonawa, ziemia żółtawa rozciągała się do nie skończoności, przyduszona tem niemiłosiernem panowaniem słońca, rodziła zaś jedynie migdały wysmukłe, skarłowaciałe drzewa oliwne, ustawicznie nacinane i obcinane od góry, z gałęźmi wiecznie powykrzywianemi i popaczonemi, jak gdyby na znak cierpień, oraz niezadowolenia.
W dali, na pagórkach zupełnie łysych, widniały jedynie białe mury domków wiejskich, otaczanych niezmiennie czarnemi szeregami cyprysów. Mimo to owa niezmierna płaszczyzna bez drzew, załamana w wielu miejscach i falista, zabarwiona posępnie i jednostajnie, nie była pozbawioną uroku i wywierała wrażenie jakiejś powagi smętnej. Na drodze przecież leżała warstwa bia-