Strona:PL Zola - Lourdes.djvu/200

Ta strona została uwierzytelniona.
DZIEŃ DRUGI.
I.

Zegar oświetlony reflektorem wskazywał godzinę trzecią i minut dwadzieścia na dworcu kolejowym w Lourdes. Mniej więcej stumetrowej długości obszerny peron, ponad szynami kolei przy dworcu, przysłonięty był cały oszkloną werendą, pod którą jaśniały lampy oświecające bladawo snujące się tam ludzkie postacie. Cienie ich poruszały się tu i owdzie w wyczekiwaniu nadejść mającego pociągu. W dali, wśród ciemnej jeszcze nocy, widniało czerwone światło kolejowego sygnału.
Dwóch ludzi z pomiędzy spacerujących zatrzymało się na chwilę. Wyższy z nich, przybrany w habit zakonu pod wezwaniem Wniebowzięcia, był organizatorem narodowej pielgrzymki; wszyscy tu znali ojca Fourcade a wyniosła jego postać była dumnie piękną, piękność jej podnosił jeszcze strój malowniczy, zwłaszcza wielka czarna peleryna z kapturem, opływająca go aż do stóp nieledwie. Mógł mieć lat sześdziesiąt. Twarz jego regularna miała wyraz właściwy