Strona:PL Zola - Lourdes.djvu/787

Ta strona została uwierzytelniona.

rolę dozorcy więziennego i nielitościwego kata. Pilnowała zaś tak dalece swą synową, iż wzbroniła jej nawet zbliżać się do okna. Biła ją i dopomagała w tem synowi, dokuczała jej bezustannie, występując przeciwko jej upodobaniom, zachciankom i kobiecym słabostkom. Mąż jej, będący z zawodu kupcem brylantów, miał niezliczoną ilość kochanek, które utrzymywał na mieście; jej zaś nie wolno było uśmiechnąć się chociażby do najbliższego krewnego, a gdy w przystępie dobrego humoru przypięła sobie kwiat do stanika, mąż zrywał kwiat, rzucał na ziemię i wyjąc z wściekłej złości, bił ją, miotając przekleństwa i pogróżki. Lata całe przetrwała w tem piekle i pomimo wszystko nie traciła nadziei, że jeszcze może los jej się polepszy, że zajdzie jakaś szczęśliwa zmiana; chwytała ku temu najdrobniejszą okazyę; spragniona szczęścia, wierzyła, iż zawitać ono powinno.
Księżę Piotrze, chciej wierzyć, iż nie mogłam postąpić inaczej jak postąpiłam. Zbyt byłam nieszczęśliwa i zbyt pragnęłam miłości, gdy ten, którego kocham wyznał mi po raz pierwszy swoją miłość, głowa moja pochyliła się na jego piersi, i poczułam, że nazawsze stałam się jego własnością. Poznałam wreszcie rozkosze miłości, najczulsze pieszczoty, najtkliwsze słowa, wiedziałam i czułam, że jestem kochaną, wyczekiwaną i upragnioną; wiedziałam, iż zdobyłam serce, które mnie kocha, w którem mieszkam i żyję; a w ta-