Strona:PL Zola - Płodność.djvu/1010

Ta strona została skorygowana.

Fak ten był niemałą ulgą dla folwarku, gdzie syn marnotrawny nie śmiał się dotąd pokazać. Chodziły wieści, że młoda para żyła gdzieś na odległem przedmieścia Paryża, podejrzewano nawet wolnomyślnego Ambrożego, że im dopomagał po bratersku z własnej kieszeni. A jeśli Lepailleur niechętny i niespokojny, skłonił się do tego małżeństwa, z miną okradzionego człowieka, jedynie pod wpływem samolubnej obawy, że mógłby pozostać zupełnie osamotnionym, Mateusz Maryanna natomiast uszczęśliwieni znów byli tym obrotem rzeczy, który kładł koniec sytuacyi dwuznacznej, jaka im tyle przyczyniła cierpienia i zakrwawiła serca buntem jednego z ich dzieci.
Otóż stało się, że po zawarciu małżeństwa, Grzegorz zainstalowany we młynie, wedle życzenia żony swej Teresy, godził się z teściem daleko lepiej, niżby można się było tego spodziewać. A stało się to przedewszystkiem na skutek pewnej sceny, kiedy Lepailleur pragnął zmusić go, aby mu poprzysiągł, że i po jego śmierci nawet nigdy nie odstąpi gruntów, dotąd leżących odłogiem, tym ludziom z folwarku. Grzegorz nie przysiągł wprawdzie, ale oświadczył wesoło, że nie był tak głupim, aby miał obdzierać swą żonę z najlepszej części jej dziedzictwa, zamierzał bowiem uprawić te grunta i zanim minie dwa lub trzy lata, zrobić z nich najurodzajniejsze pola w całej okolicy. To, co należało do niego