Strona:PL Zola - Płodność.djvu/313

Ta strona została skorygowana.

ła świeża, zęby miała zdrowe i białe. Ileż jeszcze połogów odbędzie ona w tych samych warunkach, skazując swe potomstwo na zagładę, wyrzucając ze swego łona płód przed ostateczną dojrzałością, by tem pewniej zgnił, nową darząc ją swobodą. Wstręt i politowanie budziła w nim ta kobieta.
— Proszę, niech się pan nie gniewa, że pozwolę sobie na postawienie panu pytania... Czy moja pani, pani Séguin, już odbyła połóg?...
Odpowiedział, że tak, ale, że się męczyła nieledwie całe dwie doby. Gdy skończył mówić, zawołała:
— To mnie wcale nie dziwi... Pani jest bardzo delikatna... Ale jestem kontenta, że już z tem skończyła... Dziękuję panu.
W tej właśnie chwili weszła pani Rouche i zamknęła za sobą drzwi pocichu i jak wszystko co robiła, pośpiesznie, ukradkiem. Zgłuszone krzyki przerażenia już przycichły i w całem mieszkaniu panowało przygnębiające, grobowe milczenie. Usiadła przy swojem biurku, podparła się o nie łokciem i z miodowym swym uśmiechem poprosiła Mateusza, by siadł na poblizkiem krześle. Uprzejmym ruchem ręki i głowy powstrzymała Celestynę zabierającą się do wyjścia, uważała ją za przyjaciółkę, za powiernicę, osobę zaufania, przy której można było mówić z zupełną swobodą.
— Szanowny panie, odezwała się akuszerka