Strona:PL Zola - Wzniesienie się Rougonów (1895).djvu/192

Ta strona została uwierzytelniona.
V.

Drogę oświetloną blaskiem księżyca można daleko wzrokiem dosięgnąć.
Pomimo ostrego zimna w otwartem polu, banda powstańcza szła żwawo i raźnie, gorącem uczucia zagrzana. Ono także przejmowało Miettę i Sylweryusza, dwoje dzieci chciwych miłości i swobody, które ze szlachetnem namaszczeniem stawały w poprzek haniebnym zabiegom Macquartów i Rougonów. Gadaninę żółtego salonu i dyatryby wuja Antoniego, przeplatał chwilami donośny głos ludu i niecną farsę zamieniał w wielki dramat historyczny.
Powstańcy, wyszedłszy z Plassans, skierowali się do miasta Orchères, gdzie mieli przybyć około godziny dziesiątej z rana. Droga idzie brzegiem w górę rzeki, pod pasem gór ciągnących się nad nią. Po lewej stronie roztacza się obszerna równina, której jednostajną zieloność przerywa szara barwa rozrzuconych osad wiejskich. Po prawej zamyka widnokrąg łańcuch Garrigues, z nagiemi szczytami i zwałami skał rudawych. Główny gościniec wiedzie pomiędzy ogromnemi złomami kamieni, gdzie prawie