Strona:PL Zygmunt Krasiński - Pisma T1.djvu/245

Ta strona została przepisana.
Młodzieniec.

Wirujące orły odpadają! Jak słońce nagie, sam pozostał — i zachodzi — coraz niżej — niżej! — huki i wrzawy cichną — widnokrąg zamierzcha znów — noc już teraz i milczenie — cóż dalej?

Aligier.

My! bo chwila nasza uderza! Dosłuchaj tylko jednej zwrotki jeszcze!

Chór podziemnych głosów.

Wyjrzyjcie z wnętrzności ziemi, wy coście do nas się schronili, gdy Tytan zmiatał was jak śmiecie, z nad Europejskich niw — czas wam powrócić do dawnych dziedzin, spieszcie się nazad, o spieszcie!

Aligier.

Przypatrz się tylko, co za kształty jadą na tych trzech koniach, całe okłamione purpurą i szychem!

Młodzieniec.

Korony wysokie — długie berła okręcone rószczką oliwną, płaszcze niżej strzemion, aż po ziemi się wloką!

Aligier.

Teraz przeciągają blizko — wnurz oczy w nich!

Młodzieniec.

Ci sami trzej — tylko się nadęli, wspięli, rozdłużyli, obrzydliwe karły!

Chór podziemnych głosów.

Nie jawnym już gwałtem, ale skrytym a wiecznym pracujcie! Święty pokój ogłoście! świętym skojarzcie się sojuszem. Wszystko co z was, niech zwie się święte — święte — święte!

Chór nadpowietrznych głosów.

Usłuchajcie prawdy! a może jeszcze dorośniecie miary człowieczego wzrostu! Jedziecie na wielką naradę — bądźcie sprawiedliwi!