Strona:PL Zygmunt Krasiński - Pisma T3.djvu/39

Ta strona została przepisana.

Kaźden starzec-wiek, strącony
Przez wiek drugi, co mu synem;
I ojcobóstwami ciągnie się i plami
Płynący czas! któż zbawi nas?
Kto z żywiołów kłótni,
Z bitwy miejsc i lat
Harmonią wylutni,
Rytmu stworzy świat?
Ten, w kim głębie życia górą,
Co nie duszą, w lekkość chorą,
Ani ciałem w ciężar chorem; —
Ten, co trzecim idzie torem. —
W kim ciał i dusz wspólny ruch,
Ten który — tryumfatorem —
Święty Duch!..
Lecz on płynie — a nie skacze,
Lecz on wschodzi — a nie spada, —
Ziemia pod nim krwią nie płacze —
On nie woła: Biada!
Arcyświatła w nim potęgi
On zapełni widnokręgi
Niewidzialne — a błękitem
Nad niziną i gór szczytem
Równo promienieje.
Rankiem budzi sennych ludzi
Na nadzieję!
I do ciemnej zbieży studni,
By wysrebrzą! cień —
Aż się ranek wypołudni
W bieluteńki dzień! —



II.

Moc Jehowy — nie gniew,
Zlana z myślą Chrysta
W jeden wiew
Iskra wiekuista, wiew bez końca