Strona:PL Zygmunt Wielhorski-Wspomnienia z wygnania.djvu/047

Ta strona została przepisana.

kochanka przyszła prosto od spowiedzi. Witamy się, winszujemy, jak tam jest w zwyczaju; potém on pyta się jéj, czy wyznała popu, że kocha Polaka.
— Oczywiście, ale tak mu to cicho powiedziałam, że nie mógł usłyszeć.
Z tych kilku przytoczonych przykładów wnioskować można o uczuciach religijnych tamtejszego ludu. Formy oni zachowują, i nie dziwiłoby mnie, gdyby zbrodniarz, przed zadaniem ciosu śmiertelnego zrobił znaki krzyża i powtórzył: Hospodi pomiłuj! Hospodi błogosłowi! (Panie błogosław!) Hospodi pomogi! (Panie pomóż!).
Wszystkie czary, gusła, szepty, uroki, zamówienia, wróżby, elixiry zakorzenione są wśród całego rosyjskiego narodu; istotą najwyższą, najdoskonalłszą jest Car! Oni cara swego kochają z całéj duszy, z całego serca. Jestem przekonany, że gdyby car żądał wielkiéj jakiéj ofiary od narodu, uzyskałby ją natychmiast. Gdyby potrzebował pieniędzy, miliony rubli by mu złożono, gdyby żądał żołnierzy, wszyscyby się rzucili do broni.
Młodzi rekruci, których biorą do wojska, wcale na swój los nie narzekają, a cóż, powiadają, siedm lat przesłużyć, to nie wiek, a świat zobaczę. Płaczą matki, starzy ojcowie, to rzecz bardzo naturalna, ale młodzież idzie z ochotą. Car i Matuszka (matka) Rassija, są dla nich wszystkiém, a szczególniéj Car.

XI.
Zatrudnienia i rozrywki.

Kiedy przyjechałem do Solwyczegodska, było nas w tém mieście wygnańców 28, jeżeli mnie pamięć nie myli, wszyscy z rodzin szlacheckich, połowa najmniéj pozbawiona wszelkich praw stanu i szlachectwa. Było téż kilku duchownych. Szla-