Strona:PL Zygmunt Wielhorski-Wspomnienia z wygnania.djvu/072

Ta strona została przepisana.

maitego rodzaju, to z mięsem, to z rybą, to z jajkami, to z kapustą lub z konfiturami. Nie są one podobne do naszych, daleko im do tego, to po prostu mięso, ryba itd. pieczone w ciaście ładném pszenném; Moskale nawet mają zwyczaj, prosząc do siebie, prosić na pirog. Owe pirogi są tak wielkie jak nasze placki wielkanocne i takich kilka musi koniecznie znajdować się na stole. Pirog stanowi fundament śniadania, oprócz tego podają rozmaicie przyprawiane ryby, ozór, szynkę ciepłą z zielonym groszkiem, ryż sokiem borówkowym, zwierzynę pieczoną, a w bardzo wystawnych domach i przy wielkich uroczystościach galaretę i blamanż; o lodach słyszeli coś, że egzystują, ale nie mają o nich wyobrażenia ci, co się z Solwyczegodska nie ruszyli. Jeżeli wieczór proszony, to takie samo śniadanie podawaném jest koło północy i nazywa się kolacyą.

XVII.
Nasze uroczystości.

My, wygnańcy, imieniny nasze obchodziliśmy zawsze tylko w swojęm kółku; ponieważ nasi patronowie albo nie znajdują się w rosyjskich kalendarzach, albo w inne dni przypadają; Moskale o nich zgoła nie wiedzieli, my téż nie spieszyliśmy się ich o tém uprzedzić. Dowiadywali się dopiero po czasie i trzeba przyznać, że nie przeszkadzali naszym koleżeńskim i narodowym uroczystościom. Święta obchodziliśmy podług nowego kalendarza, chociaż księża, którzy się znajdowali z nami — a byli oni z Królestwa — upornie się trzymali kalendarza rosyjskiego, dla tego, że się znajdowali w dyecezyi mohilewskiéj, w któréj kalendarz rosyjski jest jakoby obowięzujący. Uroczyście bywała obchodzona Wielkanoc; najbiedniejszy nawet miał swoje jajko święcone, kawał ciasta