Strona:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu/350

Ta strona została przepisana.

Co więcej, jeśli w miejscowości jest dwóch lekarzy, z tych jeden ma samochód, a drugi nie, to rolnik chętniej przyjedzie końmi po lekarza nie mającego samochodu.
„Tamten jest honorowy, chciałby tylko jeździć samochodem, a ten przyjeżdża końmi“ — mówi się powszechnie po wsiach. Jeśli za wyjazd końmi policzyć kmiotkowi 2 zł taniej, niż za wyjazd samochodem — to zrobi on niezwykle zdziwioną minę: „Jakto, przecież posłałem konie po pana doktora, nie potrzebował pan doktór jeździć samochodem, a mam płacić tylko dwa złote mniej“. Gdy odległość do chorego wynosi 5 klm to jeszcze pół biedy. Gorzej, gdy kmiotek z odległej o 15 klm wsi uprze się, że lekarz ma do niego przyjechać końmi, aby przez to zaoszczędzić sobie kosztów samochodu. Nic nie pomoże wówczas tłomaczenie, że przy wyjeździe samochodem zejdzie na wizytę u chorego i dojazd razem godzinę czasu, natomiast przy wyjeździe końmi trzeba na taką wizytę poświęcić 4 czy 5 godzin. Jeśli za wizytę samochodem kmiotek ongiś zapłacił 18 czy 20 złotych, to za dojazd końmi — nie powinien lekarz żądać w myśl kalkulacji kmiotka więcej niż 7 czy 8 złotych.
Pojęcie, że „czas to pieniądz“ nie jest jeszcze zbyt zakorzenione w naszym ludzie — zresztą, nie tylko w ludzie.
Rozmawiałem pewnego razu z zamieszkałym w okolicy wybitnie inteligentnym i wykształconym człowiekiem, przy czym wzmiankowałem, że przy wyjazdach samochodem lekarze mniej liczą za wyjazd (pomijając należność za samochód) niż przy wyjazdach końmi, które zabierają bez porównania więcej czasu, nie mówiąc już o możliwości przeziębienia się, zmarznięcia i t. d., co nie zachodzi przy wyjazdach samochodem.
— To ciekawe, że panowie tak patrzycie na wasze zegarki przy waszych wyjazdach i każecie sobie za każdą minutę płacić — powiedział mi mój rozmówca, uważając widocznie, iż siedzenie na niewygodnej i trzęsącej bryczce jest przyjemnością, za którą lekarz powinien być wdzięczny.
Lecz jednak czas robi swoje i w ostatnich latach ludność coraz więcej poczyna rozumieć, że samochód to nie kosztowny zbytek, lub kaprys lekarza, lecz — najszybszy, najwygodniejszy, a w końcu i najtańszy środek lokomocji.
Dajmy więc Polsce dobre drogi, a zarazem dobre i tanie samochody, a sprawa zapewnienia pomocy lekarskiej dla ludności wiejskiej będzie już w trzech czwartych rozwiązana!


Lekarz i jego wspólnik — Urząd Skarbowy.

Gdy poprzednio poruszyłem sprawę wybryków fiskalizmu na terenie automobilizmu — nie sposób pominąć podobnych wybryków — stosowanych tym razem indywidualnie — a mianowicie sprawy obciążeń podatkowych lekarzy.