Strona:Patryotyzm i kosmopolityzm.djvu/065

Ta strona została przepisana.


przywar, pyszną wzgardę dla wszystkiego, co zmniejszyć by je mogło, zasklepienie się w przeżytych formach myślenia i czucia, utratę sił do wyrabiania w sobie z postępem i wymaganiami czasu cech coraz nowych. Każdy, poczuwający się do obowiązku spłacania długów swych, względem ogółu, wszelkimi możliwymi sposoby, walczyć winien z tém oślepiającém upojeniem i z tą niezdrowe ekstazy sprowadzającą gorączką. W walkach z miłością własną, z krwawszem jeszcze stokroć zwyciężaniem własnego serca, prawda, szukaną tu być powinna na drogach wszelkich, w obłędnych labiryntach dziejowych kolei, zarówno, jak w zwikłanych stosunkach i objawach spółczesnych. Nie idzie zatém, aby potrzebném lub godziwém tu było zrzekanie się wszelkiej narodowej godności, aby potrzebnym lub godziwym był ten niezdrowszy jeszcze pessymizm, niewidzący przymiotów z za przywar, zasług z za win, świtów z za cieni. Lecz, jak śpiewa o tém jeden z najpotężniejszych wieszczów naszego czasu:

„Ażeby naród poruszył te świty,
I je na gwiazdy w kół siebie rozpryskał,
A z tą girlandą i leciał i błyskał,
Trzeba go zbudzić z błękitnych omamień,
Choćby rzucając potępienia kamień.“.

Trzecią tedy rzeczą, którą, po pracy i poświęceniu, osobnik każdy winien zbiorowemu ciału swemu, jest — prawda.
Prawdę jednak nie tylko widzieć, ale i ukazywać należy, jeżeli ztąd wyniknąć ma dla ogółu spłata należnego mu długu. Naturalną zaś jest rzeczą, że skoro