Strona:Paul de Kock - Dom biały tom II.djvu/197

Ta strona została przepisana.
189

rość... wszystko zachwyca;.. ale się w niej nie zakocham,.. byłoby to szaleństwo;.. jednakże tak jest miłą, że muszę być u niej jutro rano... nie wypada jednak mówić Alfredowi, żem był u niej, gotówby był zrobić toż samo... Alfred trzpiot taki,... zarazby jej głupstw nagadał!.. Byłoby to okropném... alebym tego nigdy nie ścierpiał»
Biédny Edward nie chciał się zakochać, a zaczynał od zazdrości!.. Dla czegoż opierać się uczuciu, tak naturalnemu w tym wieku! wówczas dopiéro strzedz się trzeba miłości, kiedy rozum przychodzi, bo ona jak ospa, im poźniej napadnie, tém gorzej da się we znaki..


KONIEC TOMU DRUGIEGO.