Strona:Peter Nansen - Niebezpieczna miłość T. 1.djvu/106

Ta strona została przepisana.

okrutny ucisk serca przy spostrzeżeniu jego imienia. Ale w tej samej chwili otwierają sję drzwi, i ręka przewodnika wciąga mnie ostrożnie do wnętrza.
Z jednej z komnat pada stłumione światło. Dalej między portjeram i lśnią odświętne, mocne blaski. Wkońcu znajduję się w pośrodku wielkiego, bogato umeblowanego pokoju. Głos jakiś powiada: „witaj mil” — twarz czyjaś śmieje się do mnie — i głos mówi dalej: „Przyjmij podziękę, pani, żeś przyszła. Stęskniłem się za tobą. Zechciej zrzucić płaszcz. Spędzimy miły wieczór”.
I strach mój naraz znika. Czuję znów pewność siebie i spokój. Podaję mu dłoń. Uśmiechamy się do siebie jak para dobrych dawnych przyjaciół, którzy radują się z ponownego spotkania.
Jednym rzutem wczarowana jestem w odrębne życie; czuję się jak w domu w tych nieznanych pokojach śród rzadkich i na pewno kosztownych mebli, które przecie nie sprawiają wrażenia gniotącego przepychu, lecz przytulnością swoją zagrzewają ciało i duszę do miłego spoczynku. Czuję się tu jak władczyni tych sprzętów, jak pani domu i jestem odnośnie traktowana; jest mi tak, jakbym należała do tego miejsca i nigdzie więcej.