Strona:Peter Nansen - Niebezpieczna miłość T. 2.djvu/82

Ta strona została przepisana.

nie chcę, aby nas widziano razem — ze względu na siebie?
— Nie, masz słuszność. Oczywiście dzieje się to dlatego, że dbasz o moją dobrą sławę. Dlatego zawsze z taką delikatnością zachowywałeś wzgląd na moją osobę.
Nie odpowiedział nic — puścił moją rękę — mruknął: „Bądź zdrowa!“ i oddalił się szybko, nie obejrzawszy się.
Mogłabym była go zamordować. Ale gdy widziałam, jak znikał wśród drzew, nie oglądając się — musiałam uczynić nad sobą wysiłek, aby go nie przywołać. A gdy już nie było go widać, złamała mnie rozpacz.
Leżałam wciśnięta w trawę w gąszczu drzew i łkałam tak, jakby mi serce miało pęknąć. Błagałam go w myśli o przebaczenie; mówiłam sobie, że winien był mnie zbić, zabić — ale nie powinien był tylko odejść, pozostawić mnie samą.
— — — A kiedy wyszłam znowu na pobrzeże, ujrzałam dwa otwarte omnibusy, jadące naprzeciw mnie; w jednym z nich — tak mi się zdawało — ujrzałam go pośród dwu młodych dziewcząt. Skręciłam szybko w krzaki, aby mnie nie zobaczył.

16 lipca.

Boleść została przemożona; radość znowu