Strona:Pierre Choderlos de Laclos-Niebezpieczne związki.djvu/146

Ta strona została uwierzytelniona.
LIST LVI.

Prezydentowa de Tourvel do Wicehrabiego de Valmont.


I na cóż zdałaby się panu odpowiedź, której żądasz odemnie?
Wierzyć w pańskie uczucia, czyż nie byłoby dla mnie jedną przyczyną więcej, aby się ich obawiać? czyliż mi nie wystarcza, czyż panu samemu nie powinna wystarczyć świadomość, że nie chcę ani nie powinnam o nich wiedzieć?
Przypuśćmy, że pan kocha mnie prawdziwie (jedynie, aby nie wracać już do tego przedmiotu, godzę się na to przypuszczenie); czyliż wówczas przeszkody, które nas dzielą, mniej byłyby niezwalczone? i czyż miałabym cośkolwiek przed sobą, jak tylko pragnąć, aby pan zdołał wkrótce pokonać tę miłość? Czyż nie powinnabym pomagać panu do tego z całej mocy, starając mu się odjąć jakąkolwiek nadzieję? Sam pan przyznaje, jak bolesnem jest to uczucie, skoro osoba, która je wzbudziła, nie podziela go. Otóż, wie pan przecie dobrze, że niepodobieństwem jest mi je podzielać, a gdyby nawet to nieszczęście się stało, wtrąciłoby mnie ono jedynie w tem sroższą niedolę, nie przyczyniając się w zamian w niczem do pańskiego szczęścia. Mam nadzieję, iż pan zna mnie dość dobrze na to, aby o tem ani na chwilę nie wątpić. Przestań więc, zaklinam pana, przestań kusić się o zamącenie serca, któremu spokój tak bardzo jest potrzebny; nie zmuszaj mnie, bym musiała żałować, żem pana poznała.
Kocham i poważam mego męża, który nawzajem ma dla mnie szacunek i przywiązanie; pragnienia moje i obowiązki skupiają się na tym samym przedmiocie. Jestem szczęśliwa, powinnam nią być. Jeśli istnieją rozkosze bardziej żywe, ja ich nie pragnę; nie chcę ich poznać. Czyż może być coś słodszego, jak być w zgodzie ze swojem sercem, jak widzieć przed sobą jedynie pasmo dni pogodnych, usypiać bez niepokoju i budzić się bez