Strona:Pisma Henryka Sienkiewicza (1883) t. 5.pdf/238

Ta strona została uwierzytelniona.


suchy i pogodny. Po dwóch stronach drogi, zboże dojrzewające szeleści ciężkim kłosem i gnie się pod wietrzykiem, który od czasu do czasu dmucha łagodnie. W niebie błękitném tkwią skowronki i każdy świergoce jakby się zapamiętał.
Stacya! — Tłumy jeszcze większe. Są tu już powołani z Krzywdy Górnéj, Krzywdy Dolnéj, z Wywłaszczyniec, z Niedoli, Mizerowa. Ruch, gwar i zamieszanie! Ściany na stacyi oblepione manifestami. Wojna tu „w Imię Boga i Ojczyzny.” Landwera pójdzie bronić swych zagrożonych rodzin, żon, dzieci, chat i pól. Francuzi widocznie szczególniéj zawzięli się na Pognębin, na Krzywdę Górną, na Krzywdę Dolną, na Wywłaszczyńce, Niedolę i Mizerów. Tak przynajmniéj wydaje się tym, którzy czytają afisze. Przed stacyą przybywają coraz nowe tłumy. W sali dym z fajek napełnia powietrze i przesłania afisze. W gwarze trudno się zrozumieć: wszyscy chodzą, wołają, krzyczą. Na peronie słychać komendę niemiecką, któréj gwałtowne słowa brzmią krótko, twardo, stanowczo.
Rozlega się dzwonek: świst! zdala słychać gwałtowny oddech lokomotywy. Coraz bliżéj, wyraźniéj. To wojna zdaje się przybliżać.
Drugi dzwonek! Dreszcz przebiega wszystkie piersi. Jakaś kobieta poczyna krzyczeć: „Jadom! Jadom!” Woła ona widocznie swego Adama, ale kobiety podchwytują wyraz i wołają: „jadą.” Głos jakiś przeraźliwszy nad inne dodaje; „Francuzy jadą,” i przez jedno mgnienie oka panika ogarnia nietylko kobiéty, ale i przyszłych bohatérów Sedanu. Tłum zakołysał się. Tymczasem pociąg staje