Strona:Pisma IV (Aleksander Świętochowski).djvu/225

Ta strona została uwierzytelniona.

arystokratów, oskarżył go o kradzież części złota, przeznaczonego na ozdobienie posągu Ateny, i o wyrzeźbienie mojej oraz swojej twarzy na jej puklerzu. Znowu obraza religii karana więzieniem lub śmiercią.
Aspazya. Ależ bogobojni rozbójnicy chcą nas wyrznąć świętymi nożami! Można przecie udowodnić niewinność Fidyasza.
Perykles. Jak? Należałoby zdjąć wszystko złoto z posągu i zważyć, na co ani przesądny lud, ani wrogie nam władze nie pozwolą. W płaskorzeźbie zaś puklerza Ateny, między wieloma figurkami łatwo odnaleźć podobieństwo do mojej i jego twarzy. Wyrok więc oprze się wyłącznie na zeznaniu Menona; polecono też uwięzić Fidyasza.
Aspazya. Nie. Ty tego nie dopuścisz!
Perykles. Ponieważ ja mógłbym siepaczów naprowadzić na ślad, więc wysłałem Sokratesa do portu, ażeby uprzedził Fidyasza.
Protagoras. Pospieszył tam również Eurypides.
Perykles. Mimo to nie jestem dość pewny. Biegnij i ty, Protagorasie, najmniej wzbudzisz podejrzenia a najroztropniej poradzisz.
Protagoras. Czy nie za późno? (wychodzi).

SCENA X.
Perykles i Aspazya.

Aspazya. Jeśli nie wszyscy trzej, to jeden powinien go spotkać.