Strona:Pisma VII (Aleksander Świętochowski).djvu/089

Ta strona została przepisana.

ją, dopóki ja do drugiego świata nie przybędę. Dalej, prędko, bo znowu się skryją! A może ci wprzódy głowę roztrzaskać?
Zmik. Zmiku, nazwij mnie głupim, pluń na mnie — bo ja zgubiłem Wykrota.
Wykrot rzucił się w jezioro i utonął. Alrun czekał chwilę zamyślony, wreszcie nałożył maskę i pióra, ujął grot i zwrócił się do gromady.
Alrun. Krwi, dużo krwi, tyle, ile w tem jeziorze wody! Za mną!
Gromada zebrała się w szeregi i wraz ze swym wodzem wbiła się w zarośla. Nad nią szybował przodem niewidzialny duch — Topan.


Widok 15.

Wygładzone ciszą z najdrobniejszych fal jezioro leżało jak lśniąca płyta grobu. Otaczające ją tłumnym orszakiem drzewa i krzewy oblekły się kirami nocy, niebo zapaliło swe światła, niby żałobne pochodnie. Powoli wszedł między nie księżyc i na miejsce wiecznego spoczynku Arjosa i Orli rzucił garść srebrnych blasków. Nagle śród tej jasności stanęły cztery białe, skrzydlate duchy, Rod, Elion, Tor i Kres. Pod ich dotknięciem otworzyło się łono jeziora i wyszły z niego dwa cienie, Arjosa i Orli, które duchy ujęły i w przestrzeń z nimi odleciały.


koniec części pierwszej.