Strona:Pisma VII (Aleksander Świętochowski).djvu/100

Ta strona została przepisana.

twój pyta, co mu czynić każesz. (Chwilę stał wpatrzony w niebo). Chwała, chwała! Widzę cię wielki, wszechmocny władco świata! Przesłoniłeś oblicze chmurą, ażebym patrząc w nie słabym wzrokiem, nie umarł z przerażenia. O Panie, Panie, biegnie do ciebie korna i strwożona dusza moja po rozkazy i z błaganiem o miłosierdzie nad ludem twoim, któremu grzechy nie pozwalają widzieć ciebie. Jeżeli złym jestem dla niego przewodnikiem, zatrzymaj, Panie, duszę moją w niebie... Och!...
Moron, zachwiawszy się, upadł. Obecni nie mieli odwagi i siły pospieszyć mu z pomocą. Nawet nikt nie ośmielił się wydobyć z siebie szeptu. Noc obciągała coraz bardziej tę niemą i nieruchomą grupę, której twarze były bledsze od światła gwiazd. Wreszcie Moron, odetchnąwszy głęboko, dźwignął się.
Moron. Żyć każesz — żyć będę. Za wszystko dzięki ci, Panie... Błogosławię was imieniem boga ojca naszego, który jest w niebiesiech. Rozejdźcie się do namiotów waszych i zanieście do niego gorące modły. Tylko ty, Arjosie, zostaniesz tu ze mną. Tak Pan rozkazał.


Widok 3.

Rzesza cicho zsunęła się ze wzgórza, które księżyc natychmiast srebrnym osypał pyłem. Arjos zatopiony dotąd w tłumie, zbliżył się do Morona. Noc odskoczyła od pięknego młodzieńca zawstydzona i pozwoliła gwiazdom obrzucić go blaskami ciekawych źrenic. Odchyliła się nawet