Strona:Pisma VII (Aleksander Świętochowski).djvu/138

Ta strona została przepisana.

Tylon. Nie.
Moron. Ja pytam, bom człowiek, mój bóg nie pyta, bo wie. Głos kłamstwa nie przebija nieba i wraca na ziemię, a przed tron Pana pada tylko głos prawdy. Pamiętaj, że bóg cię słucha, odpowiedz: czy Arjos odciął się od swego rodu i związał z waszym?
Tylon. Nie.
Moron. Ty naszego boga się nie lękasz, a on ci wkrótce pokaże, że i tobą rządzi. Idź do namiotu i czekaj nocy. Przywołam Arjosa — niech on mi przeczenie twoje powtórzy. Bodaj by to zrobił! Jemu uwierzę, bo jego usta zakwitają prawdą, ile razy się otworzą.
Gdy Tylon wyszedł, Moron drżącą ręką uchylił zasłonkę namiotu i zawołał Arjosa.


Widok 11.

Cierpienie tak storturowało wątłego młodzieńca, że idąc i stojąc, chwiał się, niby słoma ryżu. Z całej postaci uciekło mu życie do oczu, których rozszerzone źrenice płonęły smutnie, jak lampki grobowe. I jemu skrępowano ręce.
Moron. Jak się nazywasz od wczoraj?
Arjos. Arjos.
Moron. Ale do jakiego należysz rodu?
Arjos. Do Mirów.
Moron. Wszak dobrze usłyszałem: do Mirów, nie — Wirów.
Arjos. Tak.