Strona:Pisma V (Aleksander Świętochowski).djvu/165

Ta strona została skorygowana.

Głosy. Ha, ha, ha! On nie schował naszych pieniędzy, bo żonie oddał!
Wiszar. Który z was to powiedział!
Głos. Co tam który, wszyscy! Nie wszyscy — tylko Pędrak Kukuryku! Ha, ha, ha! Fiuuu! (gwizdanie).
Okwit. Cicho! (do Wiszara). Ja zrobię zgodę: skoro pani ma pieniądze, to niech państwo będą łaskawi i zwrócą nam przynajmniej tyle, ileśmy na rachunek zysków pożyczyli. Każdy spodziewał się coś dostać i każdy naprzód wydał. Obliczy się to razem, wypłaci — i skwitujemy za rok przeszły zupełnie.
Głosy. Tak, tak! Niech żyje Okwit! Mądrze poradził! Od tego nie odstąpimy!
Wiszar. Okwit bredzi! Byłoby to niesłusznem, ażebyśmy nagradzali waszą lekkomyślną rozrzutność i niemożliwem, bo nie posiadamy tyle kapitału.
Głosy. Żona znajdzie! Wreszcie poszukamy!
Rybałt. Między nami są nieswoi!
Głosy. Co on plecie? Gdzie?
Rybałt. Ot tam! Z fabryki Kreislera!
Głosy. Są, ale do nas nie wtrącają się!
Rybałt. Krzyczą pierwsi, wy — za nimi!
Głosy. Łżesz, stary mule! Nasze zyski — my żądamy!
Rybałt. Wy, psie syny, wy, których ten pan i jego żona uszczęśliwić chcieli? Wy zbiry, których oni w swej bezdzietności za synów swoich przysposobili? Wy, którzy z ich łaski używaliście wygód, nigdzie ro-