Strona:Pod lazurową strzechą.djvu/051

Ta strona została uwierzytelniona.


ARENA ŚMIERCI.


Jesteśmy na arenie
wojennej krwawej śmierci,
co szarpie w okamgnienie
sto głów, sto ciał na ćwierci
i oczy gasi żywe,
jak świec płomyki nikłe
ćmią wiatry przeraźliwe.

I jest to takie zwykłe.

Bo tu jest wszystko zwykłe:
— i ten, armatnią burzą
zmierzwiony do cna, lasek,
gdzie liście na gałęzi
od słońca się nie mrużą,
bo jeno pnie tu sterczą
pękami białych trzasek;
— i wszystkie te reduty,
gdzie żołnierz cicho rzęzi,
żelazem nawskroś skłuty;
— i to niewielkie wzgórze
z okopu wąską rysą
(ma numer swój na mapie),
na którym plamy z krwi są,
jak rozdeptane róże;
— i po granatach prosty
ślad, brózdy strzelistemi