Strona:Podróż więźnia etapami do Syberyi tom 2.djvu/182

Ta strona została skorygowana.

Nazajutrz aresztanci skarżyli się przed oficerem, że na poprzednich etapach szydła im pobrali, a obecnie muszą iść boso, nie mają bowiem czem poprawić podartego obuwia; a dalej prosili o dozwolenie reperowania obuwia w izbie karaulnej. Pozwolenie otrzymali i kilkunastu pod dozorem żołnierzy zajęło się szyciem i łataniem butów i trzewików (kotów).
Pomiędzy innymi przyszedł i Żukow do izby z zamiarem załatania dziur w swoich trzewikach; był to ten sam, którego losy wyżej opisałem i którego romans z guwernantką Szeremetiewa popchnął na drogę występku i nieszczęścia. Podoficer nie wiadomo dla czego, nie pozwolił Żukowowi reperować swoich trzewików i schwyciwszy go za barki wypchnął z izby karaulnej. Żukow protestował przeciw gwałtowi i pokazywał podarte obuwie, wystawiając konieczność zreparowania takowego; lecz nic nie pomogły jego przedstawienia i protestacye, podoficer zawzięty trwał w swoim uporze, aż wreszcie znudzony i zniecierpliwiony Żuków, wymawiając znaną moskiewską klątwę plunął mu w oczy i poszedł do etapu.
Podoficer opowiedział cały wypadek naczelnikowi etapu i prosił o zadosyćuczynienie; oficer nie wysłuchał całej skargi, a już biegł po dziedzińcu i rozkazał staroście, aby natychmiast przyprowadził Żukowa do izby karaulnej. Aresztanci naradzali się: wydać go czy też nie wydawać? wiedzieli bowiem, że kara go nie minie, jeżeli go oddadzą w ręce żołnierzy. Po długiej naradzie stanęło na tem, żeby Żukowa wydać, i zaraz wypchnęli go za drzwi etapu, gdzie stali oczekujący na niego żołnierze; ci w jednym momencie pochwycili go i wciągnęli do izby karaulnej. Tutaj oficer jak wściekły rzucił się na aresztanta, a kazawszy mu ręce skuć na tyle policzkował go; bił pięścią po oczach i nosie, a w końcu kazał go całkiem od stóp do głów obnażyć i chłostać po całem ciele grubemi końcami łozowych kijów. Od szyi więc do pięt pokrwawili naokoło i poszarpali ciało biednego Żukowa, aż wreszcie nasycony zemstą i krwią oficer dał znak, aby go bić przestali; aresztanci tymczasem słysząc wielki krzyk i jęczenie Żukowa zaczęli jedni drugim wymawiać wydanie