Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/184

Ta strona została uwierzytelniona.


Jaśniejszy promień w naszem wnętrzu płodzą
I dni gotują bardziej ukochane;
To, co nam życie, przez los skrępowane
Ziemską niewolą, w brudne skrywa szmaty,
Wnet usunąwszy, te duchy wybrane
Serca, co pierwsze utraciły kwiaty,
Zraszają, by w ich pustce wzrósł ogród bogaty.

Młody i stary ma u nich oparcie:
Tamten, że wierzy, ten, że mu się toczy
Życie śród próżni; na niejednej karcie
Pełno tych uczuć, i moje się oczy
Ku nim zwracają; lecz nad kraj uroczy
Marzeń cudniejszą rzeczywistość bywa;
W czar ona kształty i barwy jednoczy
Nad nieba rojeń, ponad gwiazd tych dziwa,
Któremi pusty świat ten muza naokrywa.

Jam o tych dziwach śnił, lub patrzał na nie:
Przyszły, jak prawda, przeszły, jak sen hoży.
Czemkolwiek były, dziś już ich nie stanie!
I dziś, gdy zechcę, duch mój formy stworzy,
Wyglądające od tych widm nie gorzej,
Które jam gonił i znalazł na chwilę.
Lecz cóż mi po nich! Baczny ci wyłoży
Rozum, że w nikłym przepadają pyle!
Dziś innych kształtów głosy nęcą mnie w swej sile...

Obce znam mowy i obcym źrenicom
Nie jestem cudzy; żadne też przemiany
Duszy, że zawsze sobą, nie zachwycą...
Nie trudno wcale nowe znaleść łany —