Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/198

Ta strona została uwierzytelniona.


Razem z krwią jego! Czyż zgon mu ozłoci
Nadzieja waszej zemsty? O powstańcie, Goci!...

Tu, gdzie mord buchał wyziewem posoki,
Gdzie tłum się cisnął śród szmeru lub wrzasku,
Jak potok górski, lecący z opoki
Lub po kamiennym wijący się piasku;
Tu, gdzie w naganie Rzymian lub oklasku
Życie, bywało, albo śmierć spoczywa —
Tutaj brzmi głos mój, a w gwiazd słabym blasku
Pusta arena swe gruzy odkrywa:
Śród niej mych kroków echo głośno się odzywa.

Oto zwaliska! Lecz jakie! Z ich złomów
Wzniesiono zamki, pałace, półmiasta!
Ale, przechodząc obok tych ogromów,
Dziwić się trzeba, skąd ten łup wyrasta:
Czy tu rabuje człeka dłoń żylasta,
Czy gruz uprząta?... Przed twemi oczyma
Staje dopiero ruina strzępiasta,
Gdy się przybliżysz... Skier dnia nie wytrzyma:
W nich widać, jak człek z czasem obdarli olbrzyma.

Lecz gdy się zacznie wspinać miesiąc siny
Na łuk najwyższy i spocznie u góry,
Gdy gwiazdy mrugną przez czasu szczeliny,
A wiatr pomuska leciutkiemi pióry
Po drzew koronie, wieńczącej te mury —
Jak na pierwszego cezara łysinie
Laur; gdy blask spływa bez żarów purpury,
Zmarli do życia wstają w tej ruinie —
Szermierze, których prochy tutaj depcesz ninie.