Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/200

Ta strona została uwierzytelniona.


Albo o ziemię twa moc nim uderzy,
Śród fal wyjących igraszki ponurej,
W jakiejś zatoce, u jakichś wybrzeży,
W porcie jego nadziei: tam niech sobie leży!

Te pancerniki, co gromami biją
W twierdze skaliste, tak, że drżą narody,
Że się w stolicach władze z strachu wiją —
Dębowych smoków tak olbrzymie kłody,
Że się ich twórców marne, pyszne trzody
Zwią wojn panami i twego obszaru,
To twa zabawka!... Wszak padły w twe wody,
Jak śnieżne pyłki spienionego waru,
Owa duma Armady i łup Trafalgaru.

Państwa twych brzegów — czem są dzisiaj one?
Rzym, Kartagina, Assyrya, Hellada!
Zmyły ich wolność twe fale spienione,
Lecz i tyranów... Dziś nad niemi włada
Obcy, służalec, ciemięzca... Zagłada
W puszcze zmieniła dzierżawy, twe skronie
Zawsze te same! Czas im bruzd nie zada!
Jak w dniu stworzenia, tak i dzisiaj płonie
Ten lazur, co okrywa igrające tonie.

Chwalebne lustro, gdzie się nawet w burzy
Ogląda Wszechmoc! ty — cichyś czy wrzący,
Czy wiew cię muska, czy cię orkan chmurzy,
Czyś pod biegunem, czy w strefie gorącej —
Zawsze-ś wspaniały, granic nie znający!
Niewidzialnego tronie! Pierwowzorze
Wieczności! berło wszystkich stref dzierżący!