Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/27

Ta strona została uwierzytelniona.


Sam Ludwik święty i Bóg niech cię strzeże!
Furzysko z jamy wydobyte ładnie».
«Com ci powiedział?» — tak go czart zagadnie;
«Teraz, mój bracie, widzisz sam wyraźnie,
Że wcale inna była chęć w tym błaźnie,
Dlatego myślę — chodźmy swoją drogą,
Z takiego wozu zyski być nie mogą».
Ledwie że wyszli z miasteczka, kat druha
Ciągnie ku sobie i szepce do ucha:
«Tutaj, braciszku, mieszka pudło stare:
Raczej-ci zniesie szubieniczną karę,
Niż choć grosz jeden da wydusić z siebie,
Lecz ja z niej dzisiaj dwanaście wygrzebię,
A nie, to wraz ją pozwiem do urzędu,
Chociaż żadnego nie jest winna błędu:
Lecz weź to sobie za przykład czem prędzej,
Inak nie dojdziesz nigdy do pieniędzy».
I kat zapukał do mieszkania wdowy:
«A wyłaż-że raz, ty grzybie morowy!
Ha! ponoś mnich tu czy ksiądz na kwaterze?»
«O nieba!» krzyknie — «któż tam bije w dźwierze?
Czegoż, panowie, chcecie? Bóg was wspieraj».
«Mam tutaj pozew na ciebie — otwieraj!»
Klątwą jej grozi, jeśli jutro ona
Nie będzie w sądzie archidyakona,
Gdzie na niejedno odpowie pytanie.
«Tak mi dopomóż, Jezu Chryste Panie!
To być nie może! dawna to już pora
Jak na tem łóżku leżę ciężko chora;
Nie mogę jechać ani zrobić kroku —
Umrę na miejscu, tak mnie kłuje w boku.
Może na piśmie podacie mi sprawę?