Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/283

Ta strona została uwierzytelniona.


Wtedy ta wyspa, jak naga dziewica,
Płonąca ogniem wdzięku i miłości,
Drży, zawstydzona nadmiarem piękności.
Lecz jako światło w głębi kopalń, w łonie
Rozkosznej wyspy dusza żarem płonie,
Atom Wieczności, i swój uśmiech zlewa
Na szare skały, na zielone drzewa,
Na głębie fali, co się w czar rozwełnia,
I tak nim puste przestrzenie wypełnia.

Lecz, by cud świata, w tej pustynnej stronie.
Gmach jakiś w cichej samotności tonie.
Nikt z prostych wyspy mieszkańców nie pomny,
Kto go zbudował i kiedy. Ogromny,
Że szczytem sterczy ponad czołem lasów,
Nie był on twierdzą. Za prastarych czasów,
Gdy świat skrasiła pierwszych wiosen zorza,
Wzniósł jakiś mądry i czuły król morza
Ten gmach rozkoszy, dawnych wieków dziwo,
I nim swą siostrę uczynił szczęśliwą
I swą kochankę. Snać nie ludzka siła,
Lecz dłoń tytanów gmach ten postawiła;
Oto się zdaje, jakby z łona ziemi
Gmach ten wystrzelił kształtami swojemi;
Jak gdyby wyrósł ze skalnej opoki,
Tworząc rząd jaskiń świetlany, wysoki;
Albowiem sztuki prastarej roboty
Na proch skruszały; przelicznymi sploty
Bluszcz na ich miejscu wije się i wina
Dzikiego gałąź do góry się wspina.
Ciemnice hal tych opromienia rosa,
Lśniąca brylantem na bluszczach; niebiosa,