Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/319

Ta strona została uwierzytelniona.


Saturn zaś siedział obok Matki bogów.
W obliczu jego nie było radości,
Jakkolwiek wszyscy bogowie z głębokich
Poczęli wołać gardzieli: «Saturnie!»





KSIĘGA III.

Takie naprzemian burze i posępne,
Głuche milczenie szarpały Tytanów.
Zostaw ich, Muzo! Zostaw ich w tym bólu,
Zbyt bowiem jesteś słabą, abyś godnie
Mogła opieśnić ich męki straszliwe.
Samotna rozpacz bardziej odpowiada
Twym śpiewnym wargom... Zostaw ich, o Muzo!
Za chwilę bowiem spotkasz się z niejednem
Z dawnych upadłych bożyszczy, bez celu
Smutnie błądzących po błędnych wybrzeżach.
Tymczasem cicho, łagodnie uderzaj
W harfę delficką, a melodyom twoim
Nietylko wiewy towarzyszyć będą,
Idące z nieba, lecz i rozegrane
W ciche poszumy wód doryjskich fale.
Bo oto pieśń ta poświęcona Ojcu
Wszelakiej pieśni... Niechaj się płomieni
To, co purpury okraszone barwą!
Róże niech rosną, i niech ciepłem wionie
Wokrąg powietrze, i niechaj wieczorny
I porankowy obłok tuli wzgórza
W swoje rozkoszne runo; niech w puharach
Pieni się wino czerwone, zimniejsze