Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/320

Ta strona została uwierzytelniona.


Od fal perlistych; niech muszla różowa,
W piasku lub w głębiach schowana bezdennych,
Skręca się w swoje kraśne labirynty
I niech się młoda rumieni dziewica,
Niby z nienacka tknięta pocałunkiem.
Raduj się wyspo Delos, ty najpierwsza
Z pośród lesistych Cyklad — ty, zielonych
Pełna oliwek i palm, rzucających
Cień na polany twoje, i topoli,
I szumnych buków, w których zefir śpiewa
Swe najgłośniejsze śpiewy, i tych gęstych
Krzaków leszczyny, ciemniejących w cieniu —
Raduj się razem z niemi: on, Apollo,
Jest znowu pieśni promienistą treścią.
Gdzież on przebywał, kiedy Olbrzym słońca
Stał jaśniejący śród żalów swych braci?
W tym samym czasie opuścił był wcześnie
Nadobną matkę i siostrę bliźniaczą,
Śpiące w przybytku swoim i o świcie
Jął się przechadzać pośród wierzb nadrzecznych,
Po kostki brodząc w lilijach doliny.
Umilkł już słowik; po niebieskich drogach
Wlokło się jeszcze kilka opieszałych
Gwiazd, a w gęstwinie drozd rozpoczął świstać
Z cichej gardzieli. Na tej wyspie całej
Nie było schronu ni groty ustronnej,
Gdzieby nie dotarł szmer i pogwar fali,
Choć ledwie słyszan w niektórych zaciszach.
On nadsłuchiwać począł i zapłakał,
A łzy promienne ściekały kroplami
Po łuku złotym, który dzierżył w dłoni.
Tak stał, z przymkniętem, załzawionem okiem,