Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/443

Ta strona została uwierzytelniona.


Siedliśmy,
By porozmawiać; całe popołudnie
Szeptało wokół w milczących odmianach
To nagłych świateł, to cieniów gromady,
Jakby gdzieś w niebie jakiś Mistrz organne
Ciągnął rejestry. Usiedliśmy tutaj,
By porozmawiać, ni to osób dwoje
W łodzi na morzu bezmiernem: by fale,
Tak nas swobodne kołysały chwile.
I jak tych dwoje, od czasu do czasu
Rwąc swą rozmowę, spogląda ku niebu
I piersią lazur wchłania bezgraniczny,
A potem znów się spotyka wzajemną
Ócz błyskawicą — nasamprzód bez słowa,
A potem z głosem, który brzmi jak surma,
Brzmiąca namiętnym oddechem, z tym głosem,
Którego fale głębokie jak głębia
Morza — z eolskim głosem, z głosem gwiezdnych
Wielkich przestrzeni, z głosem ciemnych borów,
Jodłowych borów, zlanych rosą świtu,
Z majestatycznym, własnym głosem Życia —:
Tak myśmy tutaj rozmawiali, własną
Boga źrenicą patrząc w Życia głębie —
Jak one drżały gwiazdami. Azali
Myśmy nie byli podobni do owych
Słońc kołujących, co, widząc w bezmiarze
Otoczonego ogniami eona,
Snać zapomniały, jak daleko leżą
Te ich orbity od siebie, i chwilę
O płomienistych marzą zaślubinach?
Tak nasze serca całe popołudnie
Błyskawicami odpowiedzi cięły